Może weźmiemy ślub w Toskanii? zaczęło się podobno od żartu... Żartujcie tak dalej, prosimy :) Jak my lubimy takie żarty :) Zakochali się w tym rejonie na pewnych wakacjach i odwiedzają jak często mogą. Kaja i Michał zabrali swoje najważniejsze osoby na włoskie wesele. Leniwe południa nad basenem z pomarańczowym drinkiem w ręku, zimne białe wino, oliwki i ten smak rozmarynu na chrupkiej pizzy prosto z pieca od Tomka z winoiśpiew...

A wszystko w bajecznej scenerii działającej winnicy. Chwilo trwaj na wieki :)

Marzyliście kiedyś, żeby przenieść się w czasie?

Oni dali radę! Zabrali jeszcze swoich gości i nas do Ameryki lat 50. Włączcie "Jaihouse Rock" Elvisa, zamknijcie na chwilę oczy, a potem zacznijcie oglądać. Przygotowania na luzie ze wspomnianym Elvisem w tle, idealne fryzury i zadbane detale. Panie w stylu pin-up i panowie rockabilly, amerykańskie samochody, płyty winylowe, hot-dogi i popcorn!

Zabawnie w klimacie - tak można bawić się zawsze! A całość świadczy o pasji Jowity i Janka i o tym, że jak się czegoś chce i się to kocha to można!

Kiedy spotkaliśmy się z Olą i Piotrem byli bardzo przejęci mającymi się odbyć wydarzeniami, ale z każdą mijającą minutą trochę stresu odchodziło. Panna młoda założyła wianek, marynarkę panu młodemu poprawił tata, a do ołtarza odprowadziły ich dziewczynki niosące obrączki. Wesele w prawdziwym dworku miało domowy klimat, na drewnianym parkiecie stukały obcasy, a dzieci szalały z balonami. Na koniec obeszły nas w lesie wielkie mrówki, wypiliśmy razem kawę i okazało się, że pewnie się już kiedyś spotkaliśmy.

Z Moniką i Robertem spotkaliśmy się w hotelu Bellotto w Warszawie, gdzie przygotowywali się do ceremonii, a później bawili podczas wesela. To był ślub z kominiarzami i czerwonymi różami, ze spacerem do kościoła św. Anny, bańkami i watą cukrową, która zawsze robi furorę. Dzieci bawiły się świetnie, a dorośli szaleli na parkiecie. Atmosfera była bardzo rodzinna.

Z Kasią i Maćkiem dość dobrze poznaliśmy się przed ślubem, spotykaliśmy się kilka razy i okazało się, że nadajemy na podobnych falach. Dzięki temu oni podchodzili do nas z dużym uśmiechem w dniu ceremonii i my czuliśmy się swobodniej. Pogoda w dniu ślubu według włoskich zapewnień przyniesie Kasi i Maćkowi duuużo szczęścia (najpierw lało jak z cebra, a po wyjściu z kościoła świeciło piękne słońce). Cóż, nie mamy wątpliwości, że tak będzie! To wszystko przypieczętowała sesja, na którą wspólnie wybraliśmy się do Toskanii.